Należałoby właściwie powiedzieć, że PiS znowu rusza. Wszelako w latach 2005-07 był to atak w ramach ówczesnego systemu prawnego, który polegał na praktycznych przedsięwzięciach w rodzaju nielegalnych lub niezbyt legalnych prowokacji, natomiast obecny - na razie zapowiadany, ale mający być rychło wdrożony w wypadku zwycięstwa wyborczego PiS w dniu 25 października 2015 r. - jest, by tak rzec, wszechstronny.

Ma być gwarantowany stosownymi zmianami prawa z konstytucją włącznie. Nie jest zaskoczeniem. Jarosław Kaczyński wygłosił wykład w auli UJ w 2010 r. Jednym z punktów jego wywodów było wskazanie, że prawo niekiedy wymusza na administracji powstrzymanie się od pewnych działań, które byłyby wskazane w celu realizacji zasady sprawiedliwości. Kaczyński w gruncie rzeczy sformułował postulat decydowania przez urzędników niezależnie od przysługujących im kompetencji. Jest to jednak jaskrawo sprzeczne z fundamentalną zasadą państwa prawa powiadającą, że organ państwowy ma tyle kompetencji, ile mu przyznają przepisy prawne.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej