Tak długa kampania nie sprzyja jakości, bo już widać, że brakuje pomysłów. Politycy i wyborcy są znużeni, bez siły, bez entuzjazmu. I chyba wszyscy już marzą o tym, żeby się skończyła i zaczął zupełnie nowy rozdział w polityce.

Ale ta kampania zapadnie w pamięć nie tylko dlatego, że była najdłuższa ze wszystkich dotychczasowych. Zapadnie w pamięć, bo po raz pierwszy na jej przebieg miały wpływ media społecznościowe. To, co pomogło Barackowi Obamie w reelekcji, także w Polsce pomogło politykowi dotąd mało znanemu sięgnąć po najważniejszy urząd w państwie.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej