To słowa o "cholerze na wyspach greckich", "dyzenterii w Wiedniu" oraz "różnego rodzaju pasożytach i pierwotniakach, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą być groźne tutaj". Prezydent stwierdził, że to słuszne obawy. Ani trochę nie próbował osłabiać ich wydźwięku. Powołał się na prestiżowe pismo medyczne "Lancet", na ostrzeżenia epidemiologiczne polskiego Ministerstwa Zdrowia.

Tę wypowiedź świat dostrzegł bardziej niż obecność prezydenta Dudy przy jednym stoliku z prezydentami Obamą i Putinem podczas niedawnej sesji ONZ.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej