Schemat jest zawsze taki sam. Najpierw jeden z liderów PiS mówi coś absolutnie horrendalnego, wołającego wprost o pomstę do nieba, np. że konkurencyjna partia składa się ze zdrajców, szpiegów, że jest antypolska, że jej przywódcy umoczeni są w zabójstwo byłego prezydenta albo że na "wraku smoleńskim" z pewnością znaleziono trotyl. Media tzw. mainstreamowe, czyli normalne, podejmują to - od tego są w końcu media: czy naprawdę można bez przerwy traktować przywódców głównej partii opozycyjnej jak jednostki specjalnej troski i nie zauważać, co oni wygadują, bo "już tak mają"?

W odpowiedzi media niepokorne, czyli nienormalne, teatralnie oburzają się, że to kolejna nagonka mainstreamu na PiS, dodatkowo potwierdzając wszystkie zarzuty PiS przeciwko mainstreamowi - i tak koło się toczy, spirala rozkręca

Nie warto się przejmować takim szantażem; wprost przeciwnie, należy całkowicie poważnie przyjrzeć się wypowiedziom liderów partii opozycyjnej maszerującej po władzę. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy Antoniemu Macierewiczowi tylko wyrwało się o antypolonizmie PO, o Donaldzie Tusku - "szpiegu Stasi" (sugestia na "miłej karteczce", którą życzliwie przyjął, bez zaprzeczania) itp., w przeświadczeniu, że na spotkaniu z chicagowskimi patriotami jest bezkarny, bo niewidoczny dla normalnej polskiej publiczności.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej