Działali jak zorganizowana grupa przestępcza - do przetargów dopuszczali tylko samych siebie i swoje rodziny, dbając, by cena była jak najniższa. Niektórzy zdobyli w ten sposób po kilkaset hektarów. Działali na szkodę innych rolników, którym uniemożliwiali rozwój gospodarstw, i budżetu państwa, bo im więcej licytujących, tym wyższa cena.

Opis przestępstwa dokonany przez rzecznika prokuratury jest prosty jak drut. Grupa rolników umawiała się między sobą, że innych nie dopuszczą do przetargu, a oni sami nie będą podbijać ceny wywoławczej - ziemię kupi tylko jeden z nich, na następnym przetargu kolejny itd. Do grupy można było należeć, pod warunkiem że weźmie się udział w protestach przeciwko rządowi PO-PSL i "odpali" stosowną działkę pośrednikowi. Bogaciła się wąska grupa, zastraszając innych potencjalnych kupców, urzędników Agencji, a nawet policjantów. Ocena ich postępowania też powinna być prosta: jest przestępstwo, powinna być kara.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej