Partia Ewy Kopacz chciała uniknąć kolejnej wizerunkowej porażki po niedawno przegranym głosowaniu nad wnioskiem o Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości w rządzie PiS. Ale to był żałosny spektakl. Najpierw PO i PSL uzgodniły, że zgłoszą wnioski o kolejne ekspertyzy prawne, by uniemożliwić piątkowe głosowanie. Jednak posłowie Platformy nie dostali instrukcji, jak mają głosować, i wniosek przepadł. W odruchu paniki PO zdecydowała więc, że zablokuje wybór posła sprawozdawcy, co uniemożliwi głosowanie na sali plenarnej. Po awanturze z posłami opozycji się udało.

Całe to kombinowanie pozostawia fatalne wrażenie na finiszu kadencji Sejmu. Lepiej było przegrać z honorem głosowanie w sprawie weta, niż przy użyciu proceduralnych wybiegów niehonorowo je blokować. Wyborcy i tak dostaną komunikat, że Platformie nie udało się weta odrzucić. Tchórzliwie zachował się też koalicyjny PSL. Odmówił głosowania przeciw wetu wraz z PO i lewicą, bo walczy z PiS o głosy na wsi i nie chciał się narazić konserwatywnym wyborcom.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej