Najpierw euforia - Robert Lewandowski strzela w Bundeslidze pięć goli w niecałe dziewięć minut. Internauci i fani piłki nożnej z całego świata szaleją. I zasypują Twittera i Facebooka memami, zdjęciami i filmami z bramkami przecudnej urody.

Później przychodzi więc ta zabawna w gruncie rzeczy irytacja - no naprawdę - wszyscy już to widzieliśmy. Ile osób jeszcze coś wrzuci o "Lewym" do sieci?

A potem olśnienie - chcecie pisać o Lewandowskim? Piszcie! Piszcie, że jest ambasadorem dobrej woli UNICEF i wspiera uchodźców. A jeśli go szanujecie i podziwiacie - też możecie się do niego przyłączyć.



W zeszłym roku po akcji UNICEF z Lewandowskim 8 mln Europejczyków udzieliło głosu dzieciom uchodźców. O co chodziło? Znany napastnik Robert Lewandowski udzielił głosu Mustafie, chłopcu, który stał się ofiarą wojny w Syrii. Inni poszli za jego przykładem.

A było tak. Słychać strzały. Kamera pokazuje twarz Roberta Lewandowskiego. Piłkarz otwiera oczy i mówi: - Jadłem śniadanie. Nagle mój dom zaczął się walić. Wybiegłem na zewnątrz, żeby zobaczyć, gdzie spadła bomba. Trafiła w dom mojego przyjaciela. Bardzo się wystraszyłem. Gdyby zginął, nie miałbym z kim grać w piłkę. To historia, którą Robertowi Lewandowskiemu opowiedział w obozie dla syryjskich uchodźców w Jordanii mały Mustafa. - To nie jest moja historia. To historia Mustafy - zaznaczał napastnik w specjalnym filmie. - W jego kraju toczy się wojna. Tego, co ma do powiedzenia, nikt nie słucha. Dlatego oddaję mu swój głos. Takich dzieci jak Mustafa są miliony, dzieci, dla których strach, przemoc i wojna to codzienność.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej