Ta jedna fotografia zmieniła stosunek Europejczyków do uchodźców - twierdzono, gdy wstrząśnięta widokiem martwego dziecka na tureckiej plaży zachodnioeuropejska opinia publiczna i rządy zaczęły z większym zrozumieniem podchodzić do uciekinierów z Syrii.

Wstrząsu starczyło na tydzień - Niemcy już na powrót zamknęły granice - niemniej pośmiertny portret Alana Kurdiego zmienił życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi, którzy przez uchylone jego dramatem drzwi zdołali się przedostać do lepszego świata. Trzeba więc tym razem wybaczyć naruszenie godności syryjskiego dziecka, nie tylko wystawionego na widok publiczny, lecz wziętego na sztandary wojny ideologicznej przez wszystkie strony uchodźczego sporu. Taki jest los ikon, o ich prawo do prywatności nie ma się co upominać. Ten chłopiec przynajmniej zachował imię i nazwisko.

Losem Alana Kurdiego przejęło się nawet Państwo Islamskie (PI), które umieściło rzeczone zdjęcie w ostatnim numerze swojego pisma propagandowego "Dabiq" jako ostrzeżenie dla innych uciekinierów: "Oto cena, jaką się płaci za opuszczenie ziemi muzułmańskiej i podróż do ziemi krzyżowców".
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej