Pod presją UE i opinii publicznej rząd zmienił politykę wobec uchodźców - i chwała mu za to. Mimo kampanii wyborczej znalazło się miejsce na empatię oraz na przyznanie, że bez względu na wszelkie deficyty nasz kraj byłby w stanie przygarnąć nawet 30 tys. azylantów.

We wczorajszych wystąpieniach sejmowych przedstawiciele rządu wreszcie z otwartą przyłbicą przekonywali, że kryzys migracyjny jest nie tylko kryzysem unijnym lub niemieckim, lecz także naszym, polskim.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej