Chodzi oczywiście o stosunek do setek tysięcy ludzi uciekających z krajów wojny, głodu, masowych mordów: z Syrii, Iraku, Erytrei, Libii i Afganistanu. W różnych tekstach powtarzają się te same wątki: podkreśla się brak empatii wobec ofiar, deficyt współczucia, egoistyczne zamknięcie w skromnym dobrobycie osiągniętym w ostatnich dwóch dekadach.

Pisze się o antyislamskim rasizmie i ksenofobii, o paradoksie narodów, z których wywodziła się masowa emigracja ekonomiczna i polityczna, a które teraz zamykają okna i ryglują drzwi; o narodzie, który szczyci się tradycją "Solidarności" i który dzisiaj oczekuje solidarności od innych, ale nie jest gotowy, aby samemu okazywać solidarność ludziom w dramatycznej sytuacji i narodom dosłownie sparaliżowanym setkami tysięcy uchodźców.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej