Rozwarstwianie ironii i hipokryzji otaczającej europejski kryzys związany z uchodźcami to jak obieranie cebuli bez noża. Na stacji kolejowej na południowych Morawach czeska policja wyciągnęła 200 uchodźców z pociągu i oznaczyła ich ramiona liczbami. Na swojej wschodniej granicy Węgry budują płot z drutu kolczastego, żeby nie wpuszczać uchodźców, niezwykle podobny do żelaznej kurtyny niegdyś znajdującej się na ich zachodniej granicy. Wybierz, jaki chcesz, obraz: Żydów całymi statkami odsyłanych do nazistowskiej Europy, uchodźców ukradkiem pertraktujących z przemytnikami w barze w Casablance, teraz nabiera to współczesnego wyrazu.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej