Media stołeczne poświęciły ogromnie dużo uwagi przybyciu do Moskwy tej ośmiometrowej atrapy superbomby z ośrodka nuklearnego w zamkniętym, to znaczy niedostępnym bez specjalnej przepustki, mieście Sarow.

I znów usłyszeliśmy zdartą jak stara płyta, lecz z wielkoruską dumą powtarzaną opowieść o tym, jak to Nikita Chruszczow 66 lat temu przeraził odwiedzającego Moskwę wiceprezydenta Richarda Nixona.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej