Można też przeczytać relację z konferencji, która odbyła się w siedzibie Episkopatu, pt. "Nauczanie religii w szkole - 25 lat doświadczeń". Trafniejsze byłoby coś w stylu "25 lat sukcesów" - bo głosu krytycznego czy sygnalizującego jakikolwiek problem zabrakło.

"Religia w szkole jest zjawiskiem stabilnym" - stwierdził Sławomir Nowotny z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. I z entuzjazmem mówił o "stabilnym poparciu społecznym dla religii w szkole", mając na myśli właśnie owe 80 proc.

Owszem, liczba się zgadza, ale gdzie stabilizacja, skoro aprobata dla religii w szkołach spada? Ostatnio, gdy CBOS pytał Polaków o religię w szkołach - czyli w 2013 r. - 82 proc. badanych stwierdziło, że religia jako przedmiot nauczania ich nie razi. Ale w 2009 r. odpowiedziało tak aż 90 proc. Skoro spadek jest wyraźny, dlaczego nie wspomniano o tym na kościelnej konferencji? Poza tym wiele zależy od sformułowania pytania. Na przykład na pytanie: "Czy religia powinna być nauczana w szkole publicznej?" pozytywnych odpowiedzi pada już znacznie mniej niż na pytanie o "nierażenie" - w granicy 65 proc. Te niuanse są ważne, ale jak widać niewygodne dla Episkopatu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej