Szefowie związku, którzy organizowali tegoroczne obchody, nie zaprosili premier Ewy Kopacz, a na uroczystości w Szczecinie także marszałków Sejmu i Senatu, a przecież Bogdan Borusewicz był jednym z ojców "Solidarności".

W pierwszym rzędzie podczas szczecińskich obchodów zasiedli prezydent Andrzej Duda i kandydatka na premiera z PiS Beata Szydło. PiS z zaproszenia skwapliwie skorzystał, bo kto by nie chciał w szczycie kampanii parlamentarnej ogrzać się w blasku znaczka "Solidarności"? Szydło zresztą już wczoraj obiecywała z Gdańska, że jeśli tylko Polacy powierzą w październiku władzę PiS, to partia zrealizuje aktualne do dziś postulaty sierpniowe dotyczące godnej pracy i płacy dla Polaków. To było wprzęgnięcie rocznicy w kampanię PiS.

Szef związku Piotr Duda mówił, że Ewa Kopacz nie dostała zaproszenia, bo jest "politykiem antyzwiązkowym", a rzecznik "Solidarności" Marek Lewandowski wyjaśnił mi, że brak zaproszenia jest konsek-wencją tego, że Kopacz, gdy była marszałkiem Sejmu, nie wpuściła przedstawicieli "S" do Sejmu na debatę nad ich projektem o obniżeniu wieku emerytalnego. Taka zemsta jest małostkowa. Rzecznik dodał także, że to były obchody "Solidarności" i każdy mógł sobie zorganizować swoje.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej