Nie da się tego zrobić bez uchwalenia nowej konstytucji. Jej zmianę zapowiadał w kampanii Andrzej Duda. Napisał też do czytelników "Wyborczej", że "konstytucja z 1997 r. napisana została w innych politycznych realiach", że musimy lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność, tożsamość kulturową i interesy ekonomiczne. Nie wiadomo, co oznaczają te ogólniki.

Przekonaliśmy się, że prezydent już chce większej kontroli nad armią i "wpływu na wybór ministra obrony". Sposób, w jaki poczyna sobie w dyplomacji, pokazuje, że nie liczy się z rządem, który zgodnie z konstytucją odpowiada za politykę zagraniczną.

Nie mam złudzeń - projektu konstytucji nie poznamy przed 25 października. Nikt o zdrowych zmysłach w sztabie PiS nie będzie straszył Polaków i dostarczał argumentów obozowi demokracji w kraju. Projekt pokażą nam po wyborach, gdy niewiele już da się zrobić i gdy - co możliwe - uzbierają 307 głosów w Sejmie i 51 w Senacie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej