Wilki, które w maju próbowały sprowokować awanturę na skalę europejską, usiłując urządzić patriotyczny motocyklowy rajd "na Berlin" w 70. rocznicę zakończenia wojny, mają fatalną opinię nie tylko za granicą.

Nic wspólnego nie chcą mieć z nimi też członkowie innych rosyjskich klubów motocyklowych. Ci lubią sobie po prostu pojeździć po kraju. Mają z tego frajdę bez hurrapatriotycznych hec i wynoszenia pod niebiosa Władimira Putina, z którym przyjaźnią chlubi się "Chirurg", jak przezwał się Załdostanow, z zawodu ponoć lekarz (jego dyplomu nikt nie widział; krążą słuchy, że ze studiów wyleciał już na trzecim roku za brak postępów).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej