Dziś prezes PiS mówi o "stworzeniu prawdziwej telewizji publicznej", bo "bez dobrze funkcjonujących mediów nie ma demokracji", a media powinny być nastawione "na budowanie patriotyzmu, dumy narodowej i poczucia siły".

Brzmi podobnie? Bardzo. PiS jeszcze wyborów nie wygrał, a już jego specjaliści od mediów kreślą scenariusz przejęcia TVP i PR.

Przypomnijmy, jak to było w IV RP. PiS błyskawicznie zmienił ustawę medialną, KRRiT w całości została przejęta przez partię Kaczyńskiego i jego przystawki - LPR i Samoobronę. Parytet partyjny w KRRiT koalicjanci sumiennie skopiowali na niższych piętrach władzy: w radach nadzorczych, zarządach...

W połowie 2006 r. Bronisław Wildstein został prezesem TVP, a Krzysztof Czabański - Polskiego Radia. Czyścili spółki ze "złogów". A do współpracy zaprosili tych, którzy dziś sami siebie nazywają "niepokornymi". Ci "niepokorni" teraz otwarcie popierają Dudę, Kaczyńskiego oraz PiS i mają ogromne apetyty na powrót do "narodowej" telewizji, którą szykuje PiS.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej