Przed wyborami zawsze składane są deklaracje na wyrost - tym razem chodzi o coś więcej. Obietnice padają ze wszystkich stron, a politycy, by zyskać parę procent poparcia, są gotowi realizować nawet te najbardziej szkodliwe. Uchwalając ustawę, która ma pomóc frankowiczom, posłowie obciążyli banki kosztem kilkunastu miliardów złotych. W przyszłym roku będzie trudniej uzyskać kredyt. Odczuje to gospodarka.

Koszty obietnic prezydenta Andrzeja Dudy są łatwe do policzenia. W przyszłym roku finanse publiczne zostaną obciążone kilkudziesięcioma miliardami złotych, których nie ma w budżecie. Pieniądze te trzeba będzie pożyczyć od znienawidzonych przez prawicę banków i rynków finansowych. Jeśli udzielą one rządowi pożyczki, to mniej pieniędzy zostanie na kredyty dla przedsiębiorstw. Gospodarka otrzyma kolejny cios.

PO, której sondaże wróżą wyborczą klęskę, chce odzyskać pole, licytując się z PiS na deklaracje. Pani premier Ewa Kopacz zapowiedziała, że konkretne pomysły przedstawi we wrześniu i "obietnice będą realne". Zapewne nie będą kosztowały 50 mld zł rocznie, jak obietnice prezydenta Dudy i PiS, ale np. "jedynie" 10 mld zł.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej