Ta ostatnia będzie zapewne najbardziej widoczna: pomniki, uroczystości ku czci, msze, marsze, święte obrazy, deklaracje wiary, patriotyczny szum medialny i uliczny. Dzień, nie tylko w prezydenckim pałacu, będzie się rozpoczynał modlitwą. Każda wielka uroczystość będzie miała charakter religijno-pompatyczny (zaczynając od jutrzejszego zaprzysiężenia).

Nie wiem, czy Episkopat zasiądzie w Senacie, ale z pewnością w pałacu pomyślą o tym, co zrobić, by hierarchowie mieli bardziej nośną platformę komunikacji niż kościół, bo - każdy to przyzna - przy ołtarzu nagłośnienie niewielkie, liczba wiernych ograniczona (ostatnio zdarza się, że wychodzą z mszy), a i tematyka wystąpień - przynajmniej w części - poddana być musi niepolitycznej liturgii. Biskupi chcą tymczasem mówić głośniej i nie być ograniczani przez religijne zasady miłości bliźniego, pokory i zdrowego rozsądku. Trzeba więc im znaleźć jakieś miejsce (może telewizja publiczna?), gdzie co dzień będą mogli obwieszczać: kto został potępiony, kto zbawiony, kto ma szanse, a kto nie w polityce, co jest dobre, co jest złe.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej