Nie jakiś prowincjonalny księżulo te słowa wypowiedział, ale profesor teologii z rzymskim doktoratem, znawca Levinasa, Ricoeura, Sartre'a i Marcela, katolicki metropolita, którego inni biskupi niedawno wybrali na zastępcę przewodniczącego Episkopatu Polski. Gdybym był katolikiem, tobym się zapłakał. Jak parę razy w miesiącu, kiedy jakiś polski biskup da upust samodzielnemu myśleniu takiej jakości. Choć może katolicy zdążyli się przyzwyczaić. Bo jest odwieczną tradycją, że część polskich biskupów przynosi rozumnej, patriotycznej, wykształconej, szlachetnej katolickiej większości zakłopotanie i wstyd.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej