Państwo powiedzą, że z tym wykluczeniem i udręczeniem jednak coś jest na rzeczy. Bo pracownica Polskich Sieci Energetycznych oskarża właśnie swoich szefów o mobbing za in vitro (gdy się dowiedzieli, że stara się o sztuczne zapłodnienie, zaczęli się nad nią znęcać). Jednakowoż arcybiskup nie ujmuje się tutaj za matką i macierzyństwem. Arcybiskup ujmuje się za zarodkami składającymi się z kilku komórek. Albowiem to one, zamrożone, są mroźnie i groźnie wykluczone.

Taka sytuacja: połowa Polaków uważa, że nawet jedna komórka może być człowiekiem. Druga połowa sądzi, że trzeba być jednokomórkowcem, żeby tak myśleć. Tu jednak druga połowa wpada w diaboliczną pułapkę - i musi przyznać rację pierwszej połowie. Bo ta przecież składa się z ludzi. A to znaczy, że jednak można być człowiekiem i jednokomórkowcem!

Niezłe, nie? Długo trwało, zanim to rozpracowałem. Bo wcześniej nie mogłem skumać, czemu moje pół Polski tak grzecznie łyka cały ten kato-obłęd.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej