Z trudem radząca sobie z potrójnym kryzysem - greckim, ukraińskim i uchodźców - Europa ledwie odnotowała ubiegłotygodniowy potrójny szczyt: BRICS, Unii Eurazjatyckiej i Organizacji Szanghajskiej w Ufie, stolicy rosyjskiego Baszkortostanu. Niesłusznie. Decyzje, które tam zapadły, mogą wpłynąć na jej losy. Jak powiedział bowiem agencji TASS Gui Congyou, szef wydziału europejsko-środkowoazjatyckiego w chińskim MSZ (nazwa wydziału wiele mówi o tym, jak wygląda Europa z perspektywy Pekinu), prezydenci Rosji i Chin podjęli "konkretne kroki", by połączyć chiński Nowy Jedwabny Szlak z rosyjską Unią Eurazjatycką.

W efekcie powstałaby jednolita i jednocłowa przestrzeń gospodarcza od Pekinu po Mińsk. 50 mld dol. włożone przez Chiny w Szlak (sieć kolei, autostrad i rurociągów mająca udrożnić przepływ towarów), zwróciłoby się wówczas dużo szybciej. Zarobi i Rosja, która w ubiegłym roku zawarła z Chinami kontrakt gazowy za 400 mld dol.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej