Porozumienie pomiędzy USA, Unią Europejską, Wielką Brytanią, Francją, Rosją, Chinami i Niemcami a Iranem, które ogłoszono we wtorek w Wiedniu, jest historyczne z dwóch powodów. Po pierwsze, praktycznie uniemożliwia Iranowi wyprodukowanie bomby atomowej (w ciągu najbliższych 15 lat). Jedno z najważniejszych zagrożeń dla świata zostaje tymczasowo zażegnane.

Po drugie, jest to pierwszy od niemal czterech dekad pozytywny zwrot w relacjach Iranu z Zachodem. Od islamskiej rewolucji w Teheranie w 1979 r. były one coraz gorsze, a w ostatniej dekadzie - z uwagi na widmo irańskiej bomby i zachodnie sankcje przeciwko Iranowi - już fatalne.

Iran i Zachód nie stają się dziś przyjaciółmi, ale napięcie, które narastało przez te wszystkie lata, zostaje częściowo rozładowane. Wprawdzie Iran nie wstrzymuje programu atomowego, ale go znacznie ogranicza. Zatrzyma sobie jedynie 300 kg z ponad 10 ton lekko wzbogaconego uranu, który dotąd wyprodukował. Reszta zostanie sprzedana za granicę. To, co zostaje, nie wystarczy nawet na jedną bombę (żeby wyprodukować ładunek bomby, czyli ok. 50 kg wysoko wzbogaconego uranu, potrzeba ok. tony lekko wzbogaconego uranu). Irański reaktor na ciężką wodę zostanie przerobiony tak, żeby nie produkował plutonu wzbogaconego do poziomu "wojskowego".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej