Podsłuchowa destrukcja rządu, zwłaszcza w okresie wyborczym, jest na rękę Prawu i Sprawiedliwości, więc odpowiedź na pytanie: "Cui bono?" wydaje się oczywista. Nie ma innej siły, która tak skorzystała na podsłuchach. Ale rola PiS nie sprowadza się tylko do prostej korzyści z tej afery.

Najmniej chodzi o to, że na nagraniach brakuje jedynie polityków tej partii, a treść rozmów uderza głównie w koalicję. Rzeczywiście w restauracjach, gdzie urządzono podsłuchowisko, stołowali się niemal wyłącznie ludzie z tej strony sceny politycznej.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej