To nie Polska jest w ruinie i zgliszczach, tylko umysły polskich posłów i senatorów. Chcieliby wejść w nasze życie prywatne, najchętniej zakazując metody in vitro. Jedni płaczą nad tym, że dziecko z probówki nie jest poczęte z miłości, a ta metoda otwiera wrota piekła. Ale kiedy kobieta jest zgwałcona i zachodzi w ciążę, oczywiście zakazaliby jej aborcji.

Inni krzyczą, że in vitro tak, ale tylko dla małżeństw, bo inaczej otwiera się drogę do homoadopcji. Jeszcze kilka lat temu posłowie PiS chcieli karać więzieniem za stosowanie metody in vitro, potem złagodnieli, chcieli pozbawiać lekarzy prawa wykonywania zawodu.

Według senatora Bogdana Pęka (PiS) ustawa o metodzie in vitro to ideowy przekręt stulecia. Jak patrzę na działalność tego senatora od lat, to nigdy nie miał nic mądrego do powiedzenia. Senatorowie poddają się dyktatowi Kościoła, a przecież w Polsce jest rozdział Kościoła od państwa. Episkopat z jednej strony zapewnia o miłości do dzieci poczętych z in vitro, a z drugiej wybrzydza na tę metodę. Zamula głowy ludziom twierdzeniami, że skuteczniejsza jest naprotechnologia, choć wszyscy wiedzą, że jest to metoda nieuznawana przez Światową Organizację Zdrowia. I nie pomoże wtedy, kiedy kobieta ma niedrożne jajowody.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej