Jechałem Pendolino, pierwszą klasą, z Warszawy do Wrocławia. Patrzyłem na Polskę za oknem, myśląc z aprobatą i wzruszeniem o ogromnym skoku cywilizacyjnym, jakiego dokonaliśmy wspólnym wysiłkiem i zbiorową mądrością w ostatnim ćwierćwieczu. To przecież zupełnie inny kraj!

Nasze dworce są jak perełki, od jakiegoś czasu mamy dobre drogi i koleje, domy, w których mieszkamy, wypiękniały, na wsi wszechobecne są teraz ogrody z kwiatami, wszędzie widać przycięte trawniki, wygląd naszych miast się zmienił, podobnie jak polskie aspiracje, zwyczaje, mody.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej