Biskup Rzymu postanowił, że przyjedzie tylko do Krakowa, ewentualnie może odwiedzi Jasną Górę - informuje "Rzeczpospolita". Powód? Papież nie chce, by jego wizyta w innych miastach przyćmiła spotkanie z młodzieżą.

Na pierwszy rzut oka to wytłumaczenie ma sens. Gdy dwa lata temu Franciszek wybrał się na Światowe Dni Młodzieży do Rio de Janeiro, również nie podróżował po kraju. Wyjątkiem było sanktuarium w Aparecidzie. Jednak w Brazylii papież spędził wtedy siedem dni. U nas będzie zaledwie trzy. Poza tym kard. Bergoglio wcale nie trzyma się sztywno zasady przebywania tylko w miejscu, w którym odbywa się docelowe wydarzenie. We wrześniu pojedzie do Filadelfii na Światowe Spotkanie Rodzin. Nie przeszkodzi mu to przy okazji odwiedzić Waszyngtonu i Nowego Jorku.

To są niby drobne rzeczy, ale w języku kościelnym znaczące. Tylko trzy dni? Tylko Kraków? Decyzja o odrzuceniu pozostałych zaproszeń bez wątpienia zostanie odebrana przez część naszego Episkopatu jako afront uczyniony polskiemu Kościołowi. Jeśli tak, jeśli papież faktycznie chce w ten sposób trochę utrzeć nosa wspólnocie znad Wisły, to zapytajmy uczciwie, czy przypadkiem nasz Kościół na taką karę sam nie zapracował.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej