To oczywiście prawda. - Motłoch, mieszańcy, naród, który potrzebuje batoga, niewymagający - tak w listach Stauffenberg charakteryzował Polaków jesienią 1939 r. Większą pogardę czuł wówczas jedynie do Żydów. Stauffenberg w Polsce walczył jako rotmistrz 1. Dywizji Lekkiej. Gdy wybuchła wojna, mówił, że czuł ulgę. Zapewne, gdyby 20 lipca 1944 r. udałoby mu się zabić Hitlera, a spiskowcy przejęli w Rzeszy władzę, to w okupowanej Polsce niemiecki terror by nie zelżał. O jakiejkolwiek zmianie granic też nie byłoby mowy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej