Dziś bez odpowiedzi zawisły moje pytania: Czy papież wie, że jego trybunał odrzucił prośbę bezrobotnego księdza o zwolnienie z opłat? Czy z Franciszkowego programu Kościoła ubogiego wykluczeni są biedni księża?

Na tamtą wiadomość, że ksiądz żyjący bez pensji u starego ojca ma wpłacić równowartość trzech-czterech płac minimalnych, zareagowało wiele osób, oferując mu pomoc finansową. Wśród nich dwaj biskupi pragnący zachować anonimowość.

Ks. Lemański wsparcia nie przyjął, ale to, że w razie potrzeby będzie mógł z niego skorzystać, musiało mu dawać pociechę. Tym bardziej że pojawiły się publikacje kwestionujące jego ubóstwo. Dla partii faryzejskiej w Kościele ważniejsze od tego, co robi, stało się to, ile odłożył.

Ksiądz pisze teraz do przyjaciół i ludzi, których w większości nie zna, żeby wytłumaczyć, dlaczego musi odrzucić ich pomoc. Po ostatnich pismach z Watykanu rachunek ma prosty: na kaucje i adwokatów musiałby wydać co najmniej 10 tys. euro. Cała suma jest nieprzewidywalna, zależy od zaangażowania kancelarii. Wchodząc na tę drogę, ksiądz nie umiałby powiedzieć ofiarodawcom, jak wielkiej by potrzebował pomocy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej