Komentowanie wypowiedzi polityków w kampanii wyborczej jest zajęciem niesprawiającym przyjemności, bo nie wiemy, które złote myśli służą tylko partyjnej propagandzie, a które są wygłaszane serio. Gdyby pani Szydło na poważnie myślała to, co mówi, świadczyłoby to o jej całkowitym braku kompetencji koniecznych do sprawowania funkcji, do której aspiruje, a Polsce wróżyłoby jak najgorzej.

Jeśli pani "premier z Brzeszcz" głosowała w 2003 r. w referendum unijnym za wejściem do Unii Europejskiej, to jednocześnie głosowała za wejściem do strefy euro.
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej