Tytuł jest trochę prowokacyjny. Nie jestem fanatykiem jednomandatowych okręgów wyborczych, a rozpisanie w tej sprawie referendum uważam za kosztowną ekstrawagancję. Ale mądra dyskusja wokół JOW-ów ma sens.

Ordynacja większościowa, czyli stabilizacja

Przed kilku laty robiłem wywiad z prof. Adamem Przeworskim, wybitnym socjologiem i politologiem polskiego pochodzenia pracującym na Uniwersytecie Nowego Jorku. Na moje pytanie, czy widzi przewagę ordynacji większościowej nad proporcjonalną lub proporcjonalnej nad większościową, nowojorski profesor odpowiedział:

"Nie ma argumentów jednoznacznie przemawiających za jednym bądź drugim systemem. Każdy z nich ma inne zalety. System proporcjonalny uwzględnia szerszą gamę interesów, dzięki czemu więcej osób czuje, że ma wpływ na system polityczny. Nawet bardzo małe partie mają jakiś wpływ na opinię publiczną. Startują w wyborach, przedstawiają swoje racje, są reprezentowane w sferze publicznej. Badania ankietowe pokazują, że ludzie to cenią.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej