Państwo jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli wyznających różne religie i systemy filozoficzne, więc gabinety władzy i urzędy państwowe winny być wolne od znaków wykluczających jakąkolwiek - choćby najmniejszą - część społeczeństwa. A przecież symbol katolicyzmu w urzędzie sygnalizuje, że państwo uprzywilejowuje wyznawców tej religii.

To, co zrobił Biedroń, powinno być przykładem dla urzędników i przedstawicieli władzy wszystkich szczebli w całym kraju. Włącznie z Sejmem, gdzie w sali obrad też wisi krucyfiks umieszczony tam przed laty samowolnie i po kryjomu przez grupkę radykałów.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej