Sposób wyboru sędziów konstytucyjnych i kształtowanie składu TK jest testem dla kultury prawnej i demokratycznego państwa prawnego.

Ostatnio na wagę zbliżającej się w 2015 r. wymiany jednej trzeciej składu Trybunału Konstytucyjnego (Sejm następnej kadencji ma wymienić dziewięciu spośród 15 sędziów) zwracali uwagę byli prezesi TK. Wzywali do poważnego potraktowania przez polityków procesu wyboru przyszłych sędziów konstytucyjnych ("Wyborcza", 20 kwietnia).

Ten apel traktujemy jako potrzebny głos rozsądku i wezwanie do merytorycznej debaty, jak wybierać sędziów konstytucyjnych i kto powinien nimi być. W Polsce wybór sędziów i skład TK są w sposób brutalny rozgrywane jako karta przetargowa w bieżącej polityce. Szansa zmiany na lepsze, która pojawiła się wraz z pracami nad prezydenckim projektem nowej ustawy o TK, została zaprzepaszczona 27 maja. W tym dniu Sejm przyjął ustawę, która potwierdziła, że wybór sędziów ma być przedłużeniem bieżącej rozgrywki partyjno-politycznej, a sam TK jest postrzegany przez posłów jako kolejna instytucja do zdobycia. Senat nie do końca wykorzystał szansę odkupienia grzechu "polityzacji" wyboru sędziów TK popełnionego przez Sejm. Niestety senatorowie, głosując nad ustawą 12 czerwca, zatrzymali się w pół kroku. Zacznijmy jednak od początku.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej