Ateizm - przypominam - jest intelektualną i duchową postawą, która może asymilować różne idee, przekonania, światopoglądy i której nie ogranicza wąski zbiór dogmatów i przesądów. Ateista jest racjonalny w myśleniu, z reguły otwarty na innych i na różne formy duchowości. Nie jest też powiedziane, że jest gorszy pod względem moralnym od osób wierzących, bo więzienia pełne są tych ostatnich, a młodzież, mimo 960 godzin katechezy, na którą państwo wydaje rocznie ponad 1 mld zł, nie jest bynajmniej lepsza od młodzieży wychowanej w krajach zlaicyzowanych, do których notabene chętnie emigruje.

Państwo świeckie - przypominam, bo już mało kto pamięta - jest miejscem, gdzie funkcjonować mogą różne Kościoły, a ludzie o odmiennych światopoglądach żyją w poczuciu wolności i równości, gdzie władza - dokładnie tak jak głosili wygnani z kraju bracia polscy, a zasymilowali Anglicy - troszczy się o dobrobyt swoich obywateli, a Kościół o ich zbawienie. W Polsce jest odwrotnie: Kościół robi, co chce, by umocnić swą polityczną władzę oraz dobrobyt, a władza świecka nie robi nic, by umocnić swoją. Już chyba zresztą zapomniała, że mogłaby ją mieć.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej