Przez lata tak nie było. Większość polskich elit nie dostrzegła, że u ich boku wyrosła społeczność gorszych obywateli. Często dobrze wykształconych, lecz skazanych na uganianie się za dorywczymi pracami za marne pieniądze, podatnych na wyzysk i upokorzenia, wyzutych z szans na godne życie.

Teraz domagają się reprezentacji w polityce i poważnych programowych obietnic. Ten polityczny bunt pokoleniowy skierowany jest na ogół nie tyle przeciw demokracji, ile przeciw jej zaniechaniom.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej