Można to odczytać jako sygnał dla prezydenta elekta, że jeśli będzie prowadzić rozsądną politykę, to jego oponenci nie będą chcieli go dociskać do ściany. Nie zachowają się jak PiS i jego propagandyści, którzy co pięć minut czepiali się Donalda Tuska, że nie zrealizował tej czy innej zapowiedzi.

Sam elekt po zwycięstwie też zachował umiar. Jego pierwsze wystąpienie było niekonfrontacyjne i - jak to określił Aleksander Kwaśniewski - "sympatycznie zaskakujące".
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej