Jednak Ryszard Petru na pierwszy ogień rzucił hasła, które nie mają wielkiego znaczenia, są tylko manifestacją populizmu spod znaku: partie polityczne są złe. Bo dla przyszłości Polski nie jest kluczowe to, czy partie będą finansowane z budżetu czy nie. I nie jest aż tak istotne to, czy posłowie będą mogli zasiadać w Sejmie tylko przez dwie kadencje czy dłużej. Obie propozycje Petru uważam zresztą za szkodliwe: pierwsza zwiększy korupcję polityczną, druga wyeliminuje doświadczonych ludzi z parlamentu.

Kluczowe natomiast jest to, czy państwo polskie potrafi w interesie publicznym oprzeć się naciskom poszczególnych lobby zawodowych i społecznych, które chcą wyrwać dla siebie jak najwięcej kosztem innych obywateli. Myślę tu o przywilejach emerytalnych mundurowych, prokuratorów, górników i rolników, o Karcie nauczyciela, która blokuje awans najlepszym nauczycielom. Ważne jest to, czy będziemy mieć zdrowe finanse publiczne, czy też z pieniędzy podatników nadal będziemy dotować nierentowne państwowe spółki, zamiast je prywatyzować.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej