Poniedziałek. Prezydent elekt nadrabia zaległości, dzień spędza na podziękowaniach. Dziękuje wyborcom na stacji metra. Dziękuje Matce Boskiej na Jasnej Górze. Późnym wieczorem składa kwiaty na sarkofagu Marii i Lecha Kaczyńskich. Bo "tutaj jest nasza narodowa katedra, tutaj spoczywa pan prezydent prof. Lech Kaczyński, dzięki któremu jestem tutaj dzisiaj i jestem tym, kim jestem".

Wtorek. Oddaje legitymację partyjną PiS. Szampan ze sztabem i Jarosławem Kaczyńskim, tort z parlamentarzystami. Owacja na stojąco. Laurka od prezesa: wielki polityczny talent, godna pozazdroszczenia kondycja, sprawny sztab, bo poprzednie to było piekło.

Środa. Rozstań ciąg dalszy. Marszałek Sejmu Radosław Sikorski wygasza mandat europosła. Duda jeszcze milczy, ale mówią inni. Antoni Macierewicz z nadzieją, że "z martwego punktu na arenie międzynarodowej ruszy sprawa smoleńska". Wieczorem "Rzeczpospolita" zapowiada wywiad z prezydentem elektem: "Pomnik powinien stanąć przy Krakowskim Przedmieściu, tam gdzie zbierały się tysiące ludzi. To Polacy w ten sposób wybrali dla niego miejsce. Podejmę w tej sprawie działania".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej