Do ostatniego etapu konkursu zakwalifikowała 12 kandydatów. Część z nich słabo zna sytuację TVP lub nie ma na nią pomysłów. I byli to kandydaci, którzy zasiadali już w zarządzie TVP lub szefowali regionalnym oddziałom publicznego radia i telewizji. Czy mizeria ich wystąpień to efekt braku kompetencji, lęku przed obecnym zarządem czy przekonania, że w tym konkursie silne plecy są ważniejsze niż głowa? Wszystko po trochu.

Pierwszym sygnałem wskazującym, że radzie bardziej zależy na obronie status quo w TVP niż na jej naprawie, było wyeliminowanie z konkursu Agnieszki Odorowicz - szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Jacka Wekslera - twórcy TVP Kultura, i Roberta Kozaka - założyciela polskiej sekcji BBC. Nie wiem, czy byliby najlepszymi kandydatami, ale na pewno nie byliby gorsi np. od Wiesława Roli, członka rady nadzorczej Radia Katowice, uważającego, że w sprawie finansów spółki "trzeba cieszyć się z tego, co się ma". Zapewne zabrakło im siły przekonywania Jarosława Pachowskiego - wiceprezesa TVP za czasów Roberta Kwiatkowskiego - który potrafił obiecać "lojalność wobec rady nadzorczej" i "fajną współpracę z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej