Platforma z koalicyjnym PSL przegłosowała bowiem poprawkę, dzięki której to obecny parlament - wbrew temu, co wynika z kadencji sędziów Trybunału i dotychczasowych procedur - obsadzi wszystkie pięć zwalniających się w tym roku miejsc w TK. Również te, w przypadku których kadencje sędziów kończą się w grudniu, a więc za kadencji nowego parlamentu. Decyzja pragmatyczna: wynik wyborów niepewny, PO może stracić władzę, więc przynajmniej obsadzi Trybunał. Jej zwolennicy powiedzą: może to nieeleganckie, ale lepiej, niżby Trybunał obsadził PiS. Tym bardziej że przyszły parlament wymieni jeszcze czterech sędziów, więc TK byłby w dwóch trzecich "pisowski": niemodernizacyjny i wąsko widzący swoją rolę.

Ale to nie kwestia elegancji czy pragmatyzmu, lecz zasad, które mają być jednakowe dla wszystkich, niezależnie od politycznych wiatrów. Te zasady zabezpieczają demokrację. Ich łamanie to psucie państwa. Takie samo jak wtedy, gdy PiS w 2005 r. przejął KRRiT. Takie samo jak rzucony w środę w TVN przez Zbigniewa Ziobrę pomysł, żeby, skoro przepisy urbanistyczne uniemożliwiają postawienie pomnika Lecha i Marii Kaczyńskich na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, uchwalić specustawę dla budowy tego pomnika.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej