Wśród wielu problemów, które trapią Kościół, chyba największym jest władza. Potrzeba władzy. Pokusa. Grzech. Praktykowany pod pozorem misji.

Wszyscy mamy kłopoty ze sobą, ja sam mam ich pewnie więcej niż cały Kościół. Ale te kłopoty pozostają moje. Co najwyżej mojej rodziny. Staram się, żeby nie zatruwały innych, nie wtrącam się też w cudze życie. Kiedy katolicy mówią, że lubią mieć setkę dzieci, nie zalecam im ograniczania aktywności płciowej czy zmiany orientacji. Niech robią, co chcą, dopóki nie zaczną uważać, że 2 + 100 to ustawowy model rodziny.

Czytam, że wynik referendum w Irlandii, który dopuszcza zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci, "to nie tylko porażka zasad chrześcijańskich, ale całej ludzkości". Tak twierdzi watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin, który zwierza się przy okazji, że fakt ten bardzo go "zasmucił".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej