Komorowski szybko, jakby to był gorący kartofel, oddał chorągiewkę prowadzącej dyskusję Monice Olejnik. A ta postawiła ją na podłodze. Sztandar partyjny sięgnął bruku. Jak cała nasz polska, partyjna polityka. Kiepsko to wyglądało dla prezydenta. Jakby nikt nie chciał się przyznać do partii sprawującej władzę w Polsce, z której on przecież się wywodzi.

Na szczęście dla Komorowskiego Duda dyszał, zapowietrzał się, krzyczał i w ogóle dziwnie się zachowywał.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej