Prowadząc zajęcia z dziennikarstwa na uczelni, często się zastanawiam, jak dzisiejszym studentom przekazać wiedzę o mechanizmach totalitarnej propagandy. Kto nie pamięta komunizmu, nie zrozumie istoty wrażeń, jakich dostarczało obcowanie z "Dziennikiem" TV czy "Trybuną Ludu".

Na szczęście medialne środowisko skupione wokół Jacka Karnowskiego znakomicie spełnia rolę modelu poglądowego i żywego skansenu. Wprawdzie realia są inne, ale zadanie do wykonania takie samo - chodzi o zapewnienie władzy partii. Wtedy PZPR, dziś PiS.

W twórczości "niepokornych" mamy wszystkie charakterystyczne chwyty stosowane przez propagandystów PRL: agresję i wrogość, podporządkowanie przekazu partyjnym interesom (a może też poleceniom), zaprzeczanie faktom i kreowanie alternatywnej rzeczywistości ("Duda wygrał debatę"), niedopuszczanie do głosu osób mających inne poglądy, szczucie przeciw oponentom, zohydzanie ich, ośmieszanie, wykluczenie ze społecznej, religijnej i narodowej wspólnoty, moralny szantaż ("kto nie z nami, ten nie patriota"), przypisywanie oponentom związków z "obcymi" i wrogami ("Komorowskiego popierają Rosjanie i komuniści").
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej