Rada nadzorcza telewizji publicznej, która przeprowadza konkurs na te stanowiska, utrąciła w pierwszym etapie bez podania przyczyn kilkoro poważnych kandydatów. I to takich, którzy telewizję chcieliby odmienić. Natomiast wśród dopuszczonych do kolejnego etapu konkursu jest niemało ludzi z obecnych władz telewizji, w tym prezes Juliusz Braun. Nieoczekiwanie pozbawiony silnej konkurencji Braun stał się jednym z faworytów.

Te zakulisowe gry wywołały protest Obywateli Kultury i różnych środowisk twórczych. Zdziwienie przebiegiem konkursu wyraził także prezydent Komorowski. Szum się wzmaga, tylko prezes Braun i rada nadzorcza TVP zachowują spokój, jakby wszystko przebiegało po ich myśli.

TVP, która ma szerzyć wartości demokratyczne i edukować Polaków, właśnie pokazuje im, jak wygląda patologia demokracji.

Pieklę się nie dlatego, że któregoś z kandydatów uważam za lepszego niż innych. Pieklę się, bo chciałbym - i jak wszyscy mam prawo - wiedzieć, jacy ci kandydaci są, jaki program przedstawili. A nie wiem nawet tego, na jakiej podstawie rada nadzorcza kogoś wybiera bądź odrzuca.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej