Rada nadzorcza telewizji publicznej, która przeprowadza konkurs na te stanowiska, utrąciła w pierwszym etapie bez podania przyczyn kilkoro poważnych kandydatów. I to takich, którzy telewizję chcieliby odmienić. Natomiast wśród dopuszczonych do kolejnego etapu konkursu jest niemało ludzi z obecnych władz telewizji, w tym prezes Juliusz Braun. Nieoczekiwanie pozbawiony silnej konkurencji Braun stał się jednym z faworytów.

Te zakulisowe gry wywołały protest Obywateli Kultury i różnych środowisk twórczych.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej