Doktor Duda był wiele lat na urlopie bezpłatnym na UJ i było to co najwyżej naruszeniem dobrych obyczajów - bo, jak ustaliła "Wyborcza", blokował etat innemu adiunktowi, z którym uniwersytet mógł podpisać tylko umowę terminową (na czas nieobecności polityka).

Prawo jednak nakładało na byłego wiceministra sprawiedliwości obowiązek poinformowania rektora UJ o tym, że przebywając na urlopie bezpłatnym, podjął pracę na etacie na innej uczelni - Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Poznaniu. Duda twierdzi, że informował władze UJ. One jednak zaprzeczają i odpowiadają, że nigdy nie wyrażały zgody, o którą kandydat PiS na urząd prezydenta powinien był wystąpić.

Na prywatnej uczelni przez cztery lata Duda dorobił prawie 300 tys. złotych.

Teoretycznie rektor UJ mógłby zwolnić za to dr. Dudę z pracy. Rektor zapewne poczeka z tym na ogłoszenie wyniku wyborów. Już wiadomo, że do przyszłego tygodnia nie zabierze głosu w tej sprawie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej