To była jedna z najbardziej ostrych debat od 1995 r., gdy starli się Lech Wałęsa z Aleksandrem Kwaśniewskim. Dla Bronisława Komorowskiego, który przegrał pierwszą turę wyborów prezydenckich, spotkanie oko w oko z kontrkandydatem Andrzejem Dudą było ostatnią szansą na przejęcie inicjatywy przed głosowaniem 24 maja.

Tym razem nie miał dobrych warunków. Pierwszą, najważniejszą debatę organizowaną przez TVP i Polsat prowadzili Dorota Gawryluk i Krzysztof Ziemiec - dziennikarze, których przeforsował sztab kandydata PiS. Także formuła debaty na stojąco nie była dla prezydenta korzystna, bo w ubiegłym roku przeszedł on nieudaną operację kolana. Jednak Gawryluk i Ziemiec prowadzili debatę obiektywnie.

Zaczęło się od pytań o bezpieczeństwo i politykę zagraniczną. Obaj politycy potwierdzili poparcie dla proeuropejskich aspiracji Ukrainy, umacnianie roli Polski w ramach NATO i doprowadzenie do stworzenia baz na terenie Polski. Komorowski jednak od razu zwrócił uwagę, że Duda i PiS nieustannie o tym postulacie mówią, natomiast jemu udało się doprowadzić do obecności wojsk NATO na terenie Polski i do tego, że kolejny szczyt NATO odbędzie się w Warszawie. Gdy Duda krytykował stan polskiej armii, Komorowski przypomniał, że obecnie dostaje ona dwukrotnie więcej pieniędzy z budżetu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej