To ważne, by wygrał Pan w II turze. Ale nie za wszelką cenę. Za mało Pan z nami przez ostatnie lata rozmawiał, za lekko Pan traktował upadek publicznej debaty i mediów publicznych, by teraz zadawać nam tak trudne pytania. Stawianie ich nieprzygotowanym jest jak wysyłanie bezbronnych na front. Nie godzi się. I otwiera drogę do ochlokracji, czyli bezrozumnej parodii demokracji, która kończy się jej klęską. Mam nadzieję, że parlamentowi starczy mądrości i odpowiedzialności, by ten plan odrzucić. Ale zaczynam się bać, co Pan i Platforma gotowi jesteście zrobić, by wygrać jesienią.

Pozostałe "nie" też są poważne.

Pomysł wprowadzenia w Polsce JOW-ów pochodzi z epoki PO-PiS-u i IV RP, kiedy PO ścigała się z PiS w szczuciu, pomawianiu i braniu za pysk; gdy była za likwidacją WSI, za CBA, lustracją, podatkami 3x15 itp. JOW-y tam pasowały, bo chodziło o wepchnięcie społeczeństwu wędzidła i trzymanie go w cuglach, żeby nie brykało. Czyli by demokrację Mazowieckiego, Kuronia, Regulskiego zastąpić republiką Rokity i Kaczyńskiego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej