Czy nie wydaje się państwu, że gdyby istniało autentyczne zapotrzebowanie dużej części społeczeństwa na silną partię lewicową, toby już ona była?

A w niedzielnych wyborach to jej poważny kandydat na prezydenta byłby kandydatem do drugiej tury, Aleksander Kwaśniewski, twórca SLD, nie mówiłby zaś - zgodnie z prawdą - że jego twór znajduje się w okolicy dna.

O potrzebie silnej lewicy stale mówią lewicowi politycy, publicyści o lewicowych poglądach, liczni artyści i naukowcy. Artykuł profesora Hartmana w "Gazecie Wyborczej" to już nawet był nie apel, ale skowyt.

Zapotrzebowanie polityków na silną lewicę jest zrozumiałe. Widzą w tym interes społeczny i własny. U lewicowych twórców opinii wynika z ich zapatrywań i powiązań. Dostrzegają społeczną potrzebę istnienia lewicy, której jakoś nie chce dostrzec społeczeństwo. Przyczyny tego stanu rzeczy szukali u siebie jeszcze przed wyborami. A teraz politycy, którzy nie potrafili ze sobą działać, obrzucają się nawzajem oskarżeniami i... tworzą jeszcze jedno ugrupowanie - Wolność i Równość. A gdzie "braterstwo"?
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej