Gdyby Mastalerek nie wyszedł ze studia, nikt by jego obecności w studiu szczególnie nie zauważył. Nie są znane żadne jego głębokie analizy, przemyślenia ani nawet zręczne bon moty, które jego obecność w studiach by uzasadniały. W porównaniu z jego poprzednikiem Adamem Hofmanem mowa jego parciana jest i pozbawiona finezji. Nawet w roli "radiowych zagłuszarek" skuteczniejsi zwykle byli Joachim Brudziński i Jacek Sasin.

Marcin Mastalerek wyjaśnił, że wychodząc ze studia TVP, protestuje przeciwko nadmiernej obecności Bronisława Komorowskiego w telewizji publicznej (szczególnie TVP info, którą nazwał TVP Info Komorowski), a rzadkiej kandydata PiS Andrzeja Dudy (tak się nieszczęśliwie zdarzyło, że Duda został zaproszony na następny dzień).

Przyznam, że nie rozumiem powodu protestu. Obecność prezydenta Komorowskiego w mediach elektronicznych, wywiady, telewizyjne orędzia wzywające go do "przeżywania treści", raczej nie przydają mu popularności. Widać to zresztą z notowań. Rzecznik Mastalerek, gdyby dbał o interes swojego kandydata, powinien wręcz domagać się, by prezydent jak najczęściej gościł przed kamerą. Z kolei zetknięcie się kandydata Dudy z przygotowanym dziennikarzem nie musiałoby być miłe. Na wiecach z uśmiechem obiecuje wszystkim zdrowie, szczęście i pomyślność. Weryfikacja tych obietnic może być dla jego wizerunku niekorzystna. Kandydat Duda znany jest zresztą z tego, że dziennikarzy zbyt dociekliwych albo mediów krytycznych unika jak ognia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej