Kandydat PiS od początku kampanii prezydenckiej usiłował się wkupić w łaski duchownych, podkreślając na przykład, że w sprawie in vitro myśli "tak samo jak Episkopat". Czyli: raz tak, raz tak - bo gdy Kościół ponownie zradykalizował stanowisko, czym prędzej zrobił to kandydat Duda. Nie sposób jednak zarzucić mu niekonsekwencję. Nie, Andrzej Duda o poparcie kapłanów katolickich walczy konsekwentnie. I właśnie dostał swoje pięć minut przy ambonie. Podkreślił, że władzę w Polsce trzeba zmienić, a "katolicyzm jest fundamentem społeczeństwa i narodu". Czyli społeczeństwo polskie ma być katolickie, czy to się komuś podoba, czy nie.

Duda wzywał do modlitwy za ojczyznę. W ustach polityka zabrzmiało to fałszywie. Przyszłym wyborcom Dudy, którzy woleliby jednak nadal żyć w świeckim państwie i społeczeństwie, gdzie na spotkaniach wyborczych się rozmawia, a nie modli, radzę się zastanowić, zanim postawią krzyżyk na karcie do głosowania.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej